Wisiał głową w dół nad al. Włókniarzy. Kim jest łódzki iluzjonista Piotr Suder?
3 września 2025 roku kierowcy przejeżdżający przez okolice dworca Łódź Kaliska mogli zobaczyć człowieka wiszącego głową w dół z wiaduktu nad al. Włókniarzy. Miał na sobie kaftan bezpieczeństwa i próbował się z niego uwolnić. Przy ulicy zbierali się ludzie, a część z nich nagrywała wszystko telefonami. Człowiekiem nad jezdnią był Piotr Suder.
Ucieczka się udała. W rozmowie opublikowanej następnego dnia przez Radio ESKA iluzjonista wyjaśniał, że chciał oddać hołd Harry’emu Houdiniemu. Nawiązywał przy tym do czasów, gdy nie było mediów społecznościowych: artysta przyjeżdżał do miasta, zawiadamiał redakcje i wykonywał publiczny numer. Przechodnie dostawali widowisko, gazety temat, a nazwisko wykonawcy trafiało do ludzi, którzy wcześniej go nie znali. Łódzki numer powtórzył ten schemat i trafił do mediów razem z nagraniami świadków. Przygotowania do niego trwały rok.
Suder przyznał Radiu ESKA, że towarzyszyła mu trema, taka jak przed każdym innym występem. „Tak naprawdę do ostatniego momentu nie wierzyłem w to, co się dzieje”, mówił. Dzień po występie emocje wciąż z niego schodziły.
Wszystko zaczęło się od sztuczki, która nie wyszła
Jak wspomina Suder, jego siostra próbowała pokazać mu pewien numer, ale niezbyt jej się udało. Postanowił się odegrać: obejrzał kilka filmów na YouTubie i nauczył się pierwszej sztuczki. Za nią przyszły kolejne, a rywalizacja między rodzeństwem z czasem stała się pracą. Iluzją zajmuje się od ponad dziesięciu lat, a zawodowo od około trzech. Pochodzi z Żychlina, mieszka w Łodzi i występuje na wydarzeniach w całej Polsce.
Pomysłów na repertuar szuka m.in. w dawnych, zapomnianych numerach, do których opracowuje własne wersje na podstawie książek i wykładów innych iluzjonistów. Zanim pokaże nowy efekt na zamówionym występie, wielokrotnie testuje go na open micach, czyli wieczorach, na których wykonawcy mogą pokazać publiczności krótki materiał.
Podczas takich prób widać, czy widzowie rozumieją przebieg numeru i nadążają za wykonawcą. Jeżeli finał polega na odnalezieniu wybranej karty, publiczność musi wcześniej zdążyć ją obejrzeć i zapamiętać, bo inaczej nie oceni, co właściwie się udało. Praca nad pokazem obejmuje więc także objaśnienia i tempo: kiedy coś powiedzieć, ile czasu zostawić uczestnikowi i kiedy przejść do kolejnej części sztuczki.
Houdini w repertuarze, atmosfera jak na stand-upie
Ucieczka z kaftana bezpieczeństwa pojawia się również w autorskim programie Sudera, obok numerów sprawiających wrażenie odczytywania myśli. Cały występ ma trwać około godziny, a jego atmosferę Suder porównuje do wyjścia ze znajomymi do baru lub na stand-up.
Dwieście osób na TEDx-ie, kilka przy stoliku
Na TEDxWUT w Auli Politechniki Warszawskiej Suder miał do dyspozycji piętnaście minut. Wystąpił po pierwszej części prelekcji, przed około dwustoma osobami, i cały pokaz poprowadził po angielsku. Numery dobrał tak, żeby mogła je śledzić duża sala, a część widzów mogła wziąć w nich udział. Po tym występie otrzymywał kolejne zaproszenia na wydarzenia TEDx.
Podczas jubileuszu firmy Greg-Dent w hotelu The Loom zaczął od piętnastominutowego pokazu dla około dziewięćdziesięciu gości, który zamykał część z oficjalnymi przemówieniami. Potem zszedł ze sceny i podchodził do kolejnych stolików, wykonując numery dla mniejszych grup. Tam goście mogli patrzeć mu na ręce z bliska i sami brać udział w sztuczkach. Według relacji Sudera zainteresowanie było na tyle duże, że ta część potrwała trzy godziny zamiast zaplanowanych dwóch.
Przy stoliku widz ma własną rolę
W iluzji z bliska, nazywanej close-upem, uczestnik może sam wybrać kartę, podpisać ją albo trzymać przedmiot wykorzystany w numerze. Podpis oznacza konkretny egzemplarz, który później rozpozna. Pozostali patrzą z innych miejsc przy stoliku, więc po zakończeniu mogą porównywać obserwacje: jedna osoba śledziła karty, inna ręce wykonawcy, jeszcze inna sama brała udział w sztuczce.
Taki pokaz można zamówić także w Katowicach. Na stronie o pokazach iluzji w Katowicach Suder podaje, że cena występu w mieście zaczyna się od 1500 zł, a pokaz może mieć formę sceniczną albo odbywać się między gośćmi. Pracując przy stolikach, nie przerywa rozmów i zaprasza do udziału tylko chętnych. Pozostali mogą przyglądać się z boku albo wrócić do rozmowy.
Iluzjonista odchodzi od stolika, zagadka zostaje
W opiniach widzów udostępnionych na stronie Sudera powracają rozmowy, które trwały jeszcze długo po występie. Uczestniczka przyjęcia urodzinowego opisuje dyskusje o sztuczkach do końca wieczoru, a inna osoba wspomina, że część gości następnego dnia szukała wyjaśnień w internecie.
Uczestniczka firmowego jubileuszu dla ponad 90 gości wskazała pokazy z bliska jako część, która zrobiła na niej największe wrażenie. Przyznała też z humorem, że znajomi mieli już dosyć jej opowieści o zobaczonych sztuczkach.
Suder oglądał internetowe filmy, żeby nauczyć się pierwszej sztuczki i odegrać się na siostrze. Teraz po jego występach inni otwierają wyszukiwarkę i próbują ustalić, jak to zostało zrobione.
Źródła
- Radio ESKA Łódź, „Łódzki Houdini” zawisł nad al. Włókniarzy! To tajemniczy projekt iluzjonisty Piotra Sudera, 4 września 2025 r.
- tulodz.pl, „Niebezpieczny pokaz na ruchliwym skrzyżowaniu”, 3 września 2025 r.

Dodaj komentarz